piątek, 12 listopada 2010

28.05.1999

Po drodze

Idzie
   biegnie
       wlecze się
Jest mu po drodze
Po drodze mija
   ludzi
      kamienie
         kwiaty
Depcze groby ojców
I pszenicę co się Ciałem Pana stać miała
Przez sześć dni udaje że pracuje
A siódmego -
                     nic nie udaje
Po drodze
                 do nikąd
Z bagażem niepotrzebnym
Idzie
Zagubiony
Na szerokiej i utwardzonej drodze
Jest mu bardzo wygodnie
Nie myśli o tym
Jak się kroczy wąską ścieżką
Garbaty od pracy
    Brunatny od słońca
        Zmęczony udawaniem
Po drodze
               Idzie człowiek
Sam
Sam sobie Bogiem
Sam sobie winien

12.02.1999

 - - - 
Twarze ściągnięte bólem
Oczy wpatrzone w noc
       I pełne łez
                       Mijam zbyt często
A ilu nie mijam?
Serce świata kurczyć się nie przestaje.

Jak długo można być tylko dla siebie?
Jak bardzo trzeba czekać na kogoś kto nie przychodzi?
Jak wiele musi stać się zła
Żeby dobro począć się mogło?

Tajemne zgryzoty są okrutniejsze
Niż publiczne nędze...

1.02.1999

Cisza


Czasami udaje mi się słyszeć ciszę.
Tylko czasami...

Jestem jej dłużnikiem -
       Przebywając z nią sam na sam
       Dowiaduję się o sobie najwięcej
       A dzieląc ją z innymi
       Poznaję ich najlepiej.

Nienawidziłem jej kiedyś.
(Co jej wcale nie przeszkadzało!)
       Na szczęście jest bardzo cierpliwa.
Często ją oskarżają, że
       pusta
           straszna
               nienormalna
                   rażąco - prawdziwa
Tak mówią bojący się w lustrze jej oczu
Zobaczyć prawdę o sobie
Tak mówiłem i ja.

Cisza -   -   -
        Nauczycielka pokory
               Wymiar oczyszczenia
                        Filtr autentyczności
                                  Sprawdzian miłości
                                           Owoc pokoju.

Tylko ten kto pokochał ciszę
Szanuje słowa
I tęskni za Głosem.                        

23.01.1999 r.

z Alberta Camusa


Co należy zrobić
żeby nie być zadżumionym?
Wszystko!

To co głupie trwa długo -
    Niczym niewzruszona obojętność
         Niezgadzanie się na swój los
               Zabijanie człowieka w człowieku
                   Wielkie sprawy w rękach małych ludzi
                        Przyzwyczajanie się do rozpaczy
                            Szukanie szczęścia w pojedynkę

Oswajanie się z prawdą boli.
Znoszenie ciszy dokucza.
Prawdziwa miłość wychodzi z mody.

Aby pokonać naszą największą zarazę
Nie wystarczy męcząca litość

Potrzeba bezinteresowności starej jak świat
Lecz nowej jak nadzieja...

1999 r.

Milczący kaznodzieja
Ile tajemnic kryje
      Zwykły kamień
            Prosty krzyż
                   Zmarznięte kwiaty
                           Światło zniczy
Wspomnienie jesienne
Informacja o tym jak długo trwało życie
I słowa modlitwy
Zadziwiające zestawienie
          Lodowatość marmuru i płomień świecy
          Jeszcze żywe chryzantemy i krucyfiks
          Nicość słów i moc modlitwy
                    I ta cisza nieznośna
                    Która tak milczy że aż uszy puchną
Prawi kazanie o tym
Jak umierać dla siebie
Aby żyć w Nim

1999 r.

Nie wszystko złoto…

Jabłko, które zjedli Adam i Ewa było złote.

Ciemna postać zła
w mroku udającym światło
rozszerza granice ludzkich możliwości.
Blask ciemności jest tak silny, że..
oślepia do ślepoty.
Postacie niewyrażalnego ideału
Otwierają mityczne wrota urojonego szczęścia.
Miliardem neonowych reklam
hukiem wściekłych decybeli
potokiem szybko mknących słów
stwarzamy swoją własną rzeczywistość.
Legiony demonów – mistrzów kamuflażu
Ubierają nas w błyszczące łachmany.
Skutecznie wyprani z mózgu
rozdygotani w swej n i b y s t a b i l i z a c j i
rezygnujemy z szat zbawienia.

Z perspektywy ruchu karuzeli współczesności
widać inaczej i nigdy prawdziwie.
Łagodna konspiracja nieprzyjaciela
wywraca to co
„było dobre”.

I jak zawsze nic z tego!
Fałszywa filozofia etyki własnego projektu
kryje w sobie tylko moc pokonanego.

Jabłko, które zjedli Adam i Ewa było złote…
i zgniłe w środku!